(...) to zamknięcie. Poczucie, że życie to przestrzeń mieszcząca się pomiędzy
dwoma zielonymi tablicami, tymi bez liczby kilometrów. I żadnych dróg, połączeń, planet, innych galaktyk. Mroźna duchota. Nawet powietrze
dramatycznie rozrzedza się ponad iglicą Pałacu Kultury. I wciąż te same chodniki, nieznośnie
trwałe. Płytki emocji naciskane jedna po drugiej w biegu do autobusu sto
jedenaście. Zadyszka. Milion siedemset tysięcy, co znaczy jeden. I jeden, co znaczy nieskończoność. Bankructwo oddziału kardiologii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz